
„Ludzie są czarnymi dziurami własnych słów, a potem jeszcze się dziwią, że nie mogą się porozumieć. Dojmujący brak logiki!”
– prof. Emmanuel Gadludzki (bohater mojego opowiadania).
Czarna dziura w astrofizyce to obiekt o tak wielkiej grawitacji, że pochłania wszystko, nawet światło. Z tego obiektu nic się nie wydostaje poza horyzont zdarzeń. Nawet Radio Maryja nie ma tam zasięgu. Dla nas, obserwatorów, to absolutna ciemność, brak jakiegokolwiek sygnału.
Metafora ukuta przez profesora Emmanuela zaskakująco dobrze pasowała mi także do języka. Wyobraźmy sobie, że działa w nim podobny mechanizm pochłaniania energii, z tym że na poziomie znaczeń, a nie zdarzeń. Nieprecyzyjne używanie słów zaciemnia sens, czyli pochłania światło myśli. A bywa czasem nawet gorzej: słowa stają się zasłoną, za którą chowamy emocje, prawdę, własną wrażliwość. Wtedy rozmowa może wyglądać, przynajmniej z zewnątrz, jak dialog, ale w istocie to dwa samotne monologi, które nie wychodzą poza „czarną dziurę”, w tym przypadku horyzont znaczeń. Sens zostaje uwięziony. I właśnie wtedy pojawia się zdziwienie: „dlaczego się nie rozumiemy?” Profesor Gadludzki podsumował to dość chłodno: „Dojmujący brak logiki!.”
W nauce logika jest fundamentem, systemem reguł, które (w wielkim skrócie) pozwalają odróżnić wnioskowania poprawne od błędnych. W codziennym języku logika bywa mylona z intuicją albo tzw. zdrowym rozsądkiem, a nieraz nawet (o zgrozo) chłopskim rozumem. Nic dziwnego, że kiedy słowa tracą precyzję i celowość, myśl traci światło.
Jest w powiedzeniu profesora przewrotna ironia. Sama metafora wskazuje na brak logiki komunikacji, a sam komentarz, który dodaje on wprost po metaforze, diagnozuje nas, ludzi:, jako istoty, które ukrywają to, co najważniejsze, a potem dziwią się, że nie mogą się porozumieć. W wolnym tłumaczeniu profesor Emmanuel mówi: istoty ludzkie, to organizmy, które wymyśliły logikę, aby nieustannie dziwić się skutkom własnej nielogiczności.
Emmanuel Gadludzki to postać fikcyjna, profesor filozofii, specjalista w dziedzinie semiotyki, który w moim opowiadaniu mówi rzeczy, jakie ja sam wolałbym przemilczeć. Być może dzięki niemu jest mi łatwiej przeglądać się jeszcze (od czasu do czasu) w lustrze😀.